Coś o Yoko
Piszę od jakiegoś czasu, i jest to blog o moim życiu, a tak naprawdę nic o mnie nie wiecie. Postanowiłam to jednak zmienić, a przynajmniej w jakimś stopniu. Urodziłam się jako wcześniak.
Urodzona przez nastolatkę. Wychowana przez nadopiekuńczą babcię. Dokładnie pamiętam dzień w którym przyszłam z przedszkola do domu, i powiedziałam mamie że jestem jakaś inna. Mama zaczęła się śmiać, ja nie zapomnę tego dnia do końca życia, wiedziałam że jest ze mną coś nie tak.
W placówce tej poznałam swoją przyjaciółkę Natalię, dawną przyjaciółkę z którą rozstałam się niedawno. Kiedy byłam mała tata troszkę popijał.
Kończąc przedszkole dowiedziałam się że miałam młodszą siostrę, niestety miałam. Tatianka urodziła się martwa.
Przez podstawówkę przebrnęłam z etykietką wariatki. Byłam wyzywana przez matkę, zaczęłam się bać. Gdy miałam 10 lat urodziła się moja siostra Asia, kiedy miałam 12 Olusia.Troszkę sobie śpiewałam na scenie, w tutejszym domu kultury. W wakacje zaczęłam jeździć konno, uwielbiałam to.
Poszłam do gimnazjum. Dwa tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego wylądowałam w szpitalu,miałam operację. Okazało się że mam skazę krwotoczną, straciłam dużo krwi, umierałam, walczyłam. Babcia która towarzyszyła mi w szpitalu, wyszła i zaczęła krzyczeć, aby Bóg mnie nie zabierał. Nie zabrał, z dzisiejszego punktu widzenia, niestety nie zabrał.
Wróciłam do szkoły, przez rok byłam sama. Siedziałam gdzieś obok, słuchając muzyki lub zagłębiając się w literaturze. Oceny miałam dobre, starałam się na czerwony pasek. Przed zakończeniem pierwszej klasy znów miałam operację, bardzo bolesną, nie udało mi się zdobyć czerwonego paska.
Pewnego dnia w wakacje myślałam o moim życiu i jego sensie. Zaczęłam się ciąć. Leżałam na łóżku przez tydzień, patrząc się w ścianę, płacząc i nie odzywając się do nikogo. Po tygodniu spotkałam się z psychiatrą. Przepisał leki, mama ich nie wykupiła, uznała że nie są mi potrzebne. Rodzice nie wierzyli w to że byłam chora, twierdzili że udaję. Było coraz gorzej, aż doczekałam się drugiego spotkania, tylko że dla mnie było już trochę za późno. Tata kupił mi leki. Wakacje się skończyły. Zdarzało się że znalazłam w sobie siłę i szłam do szkoły. Nauczyciele zauważyli, uczniowie też. Miałam dość, po lekcjach poszłam do piwnicy babci, wzięłam tabletki, pocięłam się. Znalazła mnie, poszłam do domu. Rodzice już wiedzieli, płakali, krzyczeli, prosili. Chciałam umrzeć. Pojechałam do szpitala psychiatrycznego...
Urodzona przez nastolatkę. Wychowana przez nadopiekuńczą babcię. Dokładnie pamiętam dzień w którym przyszłam z przedszkola do domu, i powiedziałam mamie że jestem jakaś inna. Mama zaczęła się śmiać, ja nie zapomnę tego dnia do końca życia, wiedziałam że jest ze mną coś nie tak.
W placówce tej poznałam swoją przyjaciółkę Natalię, dawną przyjaciółkę z którą rozstałam się niedawno. Kiedy byłam mała tata troszkę popijał.
Kończąc przedszkole dowiedziałam się że miałam młodszą siostrę, niestety miałam. Tatianka urodziła się martwa.
Przez podstawówkę przebrnęłam z etykietką wariatki. Byłam wyzywana przez matkę, zaczęłam się bać. Gdy miałam 10 lat urodziła się moja siostra Asia, kiedy miałam 12 Olusia.Troszkę sobie śpiewałam na scenie, w tutejszym domu kultury. W wakacje zaczęłam jeździć konno, uwielbiałam to.
Poszłam do gimnazjum. Dwa tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego wylądowałam w szpitalu,miałam operację. Okazało się że mam skazę krwotoczną, straciłam dużo krwi, umierałam, walczyłam. Babcia która towarzyszyła mi w szpitalu, wyszła i zaczęła krzyczeć, aby Bóg mnie nie zabierał. Nie zabrał, z dzisiejszego punktu widzenia, niestety nie zabrał.
Wróciłam do szkoły, przez rok byłam sama. Siedziałam gdzieś obok, słuchając muzyki lub zagłębiając się w literaturze. Oceny miałam dobre, starałam się na czerwony pasek. Przed zakończeniem pierwszej klasy znów miałam operację, bardzo bolesną, nie udało mi się zdobyć czerwonego paska.
Pewnego dnia w wakacje myślałam o moim życiu i jego sensie. Zaczęłam się ciąć. Leżałam na łóżku przez tydzień, patrząc się w ścianę, płacząc i nie odzywając się do nikogo. Po tygodniu spotkałam się z psychiatrą. Przepisał leki, mama ich nie wykupiła, uznała że nie są mi potrzebne. Rodzice nie wierzyli w to że byłam chora, twierdzili że udaję. Było coraz gorzej, aż doczekałam się drugiego spotkania, tylko że dla mnie było już trochę za późno. Tata kupił mi leki. Wakacje się skończyły. Zdarzało się że znalazłam w sobie siłę i szłam do szkoły. Nauczyciele zauważyli, uczniowie też. Miałam dość, po lekcjach poszłam do piwnicy babci, wzięłam tabletki, pocięłam się. Znalazła mnie, poszłam do domu. Rodzice już wiedzieli, płakali, krzyczeli, prosili. Chciałam umrzeć. Pojechałam do szpitala psychiatrycznego...
Yoko ♥


Kotku popłakałam się boże jak ty to opisałaś jeju http://i-do-not-belong-to-this-world.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńZ tego co piszesz miałaś na prawdę nie łatwe dzieciństwo, ale żeby wybierać śmierć? Mam nadzieje - skoro to wszystko tu opisujesz, że u Ciebie jest już o wiele lepiej.
OdpowiedzUsuńsylvviusz.blogspot.com
Hmm, najważniejsze by z radością patrzeć w przyszłość...to co złe zostawić za sobą...mimo,że oczywiście zawsze będzie to gdzieś z tyłu głowy to trzeba pozytywnymi myślami kreować rzeczywistość, buziaki
OdpowiedzUsuńMoze obs? zacznij i daj znac:
http://nataliazarzycka.blogspot.com/